Zawartość damskich torebek jest zagadką dla mnie samej - kobiety. Fakt, są one doskonałym dopełnieniem ubioru i pełnią niezmiernie przydatną funkcję. Jednak bez niej potrafie się obyć, a nawet (co wcale nie powinno dziwić) bez niej jest mi lżej. Kieszeń w spodniach, czy kurtce czasami w zupełności wystarczy - wiem to ja, mały procent pań i większość panów. Co z resztą? Wyobraźmy sobie zwykłą dziewczynę, taką jakich setki na naszych ulicach. Wybłyszczykowane usta mieniące się plastikową warstwą specyfiku rodem z gazetowego dodatku. Brokat na powiece i w jej okolicach, uzupełniony stojącymi na baczność rzęsami. Krótka spódniczka, bluzka nie zasłaniająca nerek i kozaczki - choć nie koniecznie białe - wszak trendy się zmieniają. Do lansu brakuje balonowej gumy w ustach i powtarzanego w każdym zdaniu 'lol'. Taka oto postać obyć się nie może bez torebki. Najlepiej, jeśli ma ona jakiś fajnie brzmiący napis w języku obcym jak 'luis witon' czy 'dolcze ent gabana'. Zawartość jest jak nabardziej standardowa, czyli składa się na garść błyszczyków, tuszy, kredek i innych mazideł, perfumy, najnowszy numer cosmo, telefon (brzęczący co chwilę), odtwarzacz mp3 wypełnionym manieczkami i osiedlowym hip - hopem oraz masą innych sprzętów, o których nawet nie pomyślałabym, że znaleźć się mogą w damskiej torebce. Tak to wygląda w dzisiejszym świecie. Bezpowrotnie odeszły czasy rękawiczek, białych wykrochmalonych chusteczek i zasuszonych kwiatów jaśminu. A szkoda. Może 'retro - moda' dosięgnie zawartości naszych torebek. Liczę na to! Łyżka 08/18/2009
Zjedz mnie łyżką łapczywie zadław się moją trucizną bądź chory przeze mnie Łapczywie łyżką mnie zjedz... Miłość zostawmy na deser... |
RSS Feed